„Poskramiacze lusterek” z pamiętnika Pana X

side-mirror-424221_960_720

Według Pana X, istnieją dwa rodzaje kierowców (oprócz nas oczywiście, czyli tych normalnych) a są to poskramiacze lusterek,  jeżdżący standardowo po środkowej lini jezdni i tacy, którzy śmigają prawym kółkiem po poboczu (niejednokrotnie zaliczając rynsztok). Teraz problem, którego z nich napotkasz na swojej drodze. Jeśli jadąc rano do pracy natkniesz się na poskramiacza, z całą pewnością lewe lusterko pożegna się z szybkim wozem i pocałuje z asfaltem. Do pracy w najlepszym wypadku dojedziesz spocony,  zdenerwowany i nabuzowany, przeklinając wszystko i wszystkich i błogosławiąc pekaesy.  Jeśli natkniesz się na drugą kategorię , co najwyżej troszkę się uśmiejesz (obserwując szurganie prawymi kołami po rowie melioracyjnym) i jeśli jakimś sprytnym manewrem uda ci się wyprzedzić owego  mistrza, dzień z pewnością natychmiast nabierze rumieńców. Jako że poskramiacze mają na swym koncie krocie rozbitych lusterek, więc na logikę, powinien  prześladować ich nie lada pech (może właśnie dlatego rozbijają kolejne). Wyobraź sobie, że pędząc sobie spokojnie autkiem
, napotkasz takiego na swojej drodze i fachowiec jednym sprawnym ruchem roztrzaska nie tylko lewy bok karoseri, ale też twoje nerwy. Dzień zamieni się w koszmar, prawie jak z ulicy Wiązów (mało powiedziane).
Tutaj w Itali,  istnieje też trzecia kategoria (podejrzewam że w Polsce jest tak samo) postrach wszystkich kierowców, czyli dziadek w berecie. Śmigasz spokojnie po drodze słuchając fajnej muzyki , bierzesz zakręt i nagle….. wyskakuje ci taki obywatel. Poznasz go natychmiastowo, ponieważ prowadzi w pozycji mocno pochylonej do przodu i spokojnie zasuwa samym środkiem ulicy, ze średnią prędkością 30 km na godzinę (gdy masz szczęście). W takim momencie,  uświadamiasz sobie,  że dzień spisany został na straty!  Masz dwa wyjścia,  starać się w jakiś cudowny sposób wyprzedzić „beretowca” lub zatrzymać się,  opuścić auto i wyrzucić kluczyki do najbliższego rowu (w ramach protestu oczywiście). Na dziadka, nie działa żaden możliwy bodziec.  Ani miganie światłami (szybciej spalisz wszystkie żaróweczki)  ani trąbienie (dziadek najczęściej jest przygłuchawy na jedno ucho a na drugie już wogóle nie słyszy). Ciekawe zjawisko zachodzi, gdy naprawdę bardzo się śpieszysz. Wtedy beretowcy wyskakują na jezdnię jak grzyby po deszczu, albo piegi po słońcu . W dni targowe i podczas świąt,  wypada pożegnać samochód, kupić latający dywan i przelecieć nad głowami (lub kaszkietami) tych ukochanych obywateli.  Na dziadka nie ma lekarstwa i jedno mnie cieszy; teraz oni uprzykrzają nam, ale potem rolę się odwrócą i my też będziemy uprzykrzać (dobijając do wieku późno -emerytalnego i siadając za kółkiem).  My także, staniemy się zmorą dróg  z taką różnicą, że zamiast trzydziestką, będziemy jeździć dwudziestką na znak jeszcze większego protestu.  Jak narazie polecam lekcje jogi i medytacji, by odreagować poskramiaczy,  poboczowcòw i beretowcòw.
P.S. W tym drogowym amoku, zapomniałam o osobnikach którzy w samochodzie uznają tylko dwa biegi.  Pierwszy, by jakoś ruszyć z miejsca i drugi, używany nawet do jazdy po autostradzie. Ich silniki, wyją jak stado wygłodzonych gremlinòw a z rury wydechowej wylatują kłęby czarnych dymòw. Telepie nimi jak starą łajbą po jeziorze mazurskim, ale niestety trójka (bieg) pozostaje mirażem, aż do samiutkiej śmierci (samochodu oczywiście ahahahahah).
:mrgreen:🚗🚘

(*immagini utilizzate provengono da Pixabay)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *