Owczesne turnusy wczasowe… czyli wakacje w czasach Peerelu

retro-1191943_960_720

Ostatnimi czasy latając po Europie w jednym z samolotów dopadła mnie wielka nostalgia. Patrząc na podróżujących ze mną pasażerów, obserwując ich spokój i kulturalne zachowanie nastąpił ten właśnie Peerelowski flashback! Czy ktoś z was mógłby zapomnieć o zakładowych turnusach wczasowych i o związanych z nimi podróżach na nasze polskie wybrzeże?
Cala wakacyjna akcja zaczynała się już na peronie dworca PKP. Setki ludzi otoczonych walizkami i wszelakiego rodzaju kuferkami oraz historycznymi torbami typu „jamnik” cierpliwie oczekiwało na przyjazd pociągu. Oczywiście opóźnienia tegoż środka lokomocji były na porządku dziennym i „przebiegały zgodnie z planem”. W momencie gdy na horyzoncie pojawiał się zarys lokomotywy, tłum pasażerów przygotowywał się do akcji oblężenia. Przez drzwi i okna wpychano walizki, dzieci, pudelka, wszelakiego rodzaju prepitety a dzielni mężowie stawali do walk w celu zajęcia przedziału. Szczęśliwcami byli obywatele, z wykupionymi miejscówkami na kuszetki. Gdy tylko pociąg ruszał  matki, babcie, ciocie i kuzynki zabierały się do przygotowywania posiłków dla małżonkow i gromadki wygłodzonych dzieci. Otwierały się termosy z zupka jarzynowa, a przedziały wypełniały się zapachem jajek na twardo. Nie mogło zabraknąć pomidorów i nieodłącznej solniczki. Po godzinnej jeździe dorośli pasażerowie nagle robili się nadzwyczaj „weseli” i pociąg niejednokrotnie wypełniał sie śpiewem. Ówczesne szlagiery i kiszone ogóreczki były podstawa – umileniem długiej podroży. Za WiFi robił Pan z pierwszego przedziału a Pani z trzeciego z Panią z piątego zastępowały Twitter. Rankiem zaspani i kapkę wymęczeni pasażerowie powolutku i już bez walki wytaczali się z zatłoczonych wagonów. Niektórzy dążyli w kierunku postoju taksówek, inni zaś obładowani jak beduini (fantastyczni i historyczni handlarze pustynni) dzielnie maszerowali w kierunku domów wczasowych. Generalnie, turnusy trwały dwa tygodnie i codziennie powtarzał się ten sam scenariusz. Wieczorkami ogniska lub dancingi a w dzień plaza. Na stołówce obserwując twarze obywateli, bystry osobnik dostrzegał następujące przemiany: wymęczone i blade twarze przy śniadaniu, ciut lepsze podczas obiadu (generalnie po odespaniu nocy w zaciszu falochronu) i radosne twarze podczas wieczornych kolacji. Po tak spędzonych wakacjach każdy gotów był do całorocznej ciężkiej pracy. 🙂 A po wakacjach pozostawał kac i czarno-białe zdjęcia zrobione Zorka 5, czyli ówczesnym cyfrowym aparatem fotograficznym!

suitcases-595327_960_720

(*immagini utilizzate provengono da Pixabay)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *